Biegownictwo lipcowe Czarnej Strzały

Sierpień 4th, 2016 Brak komentarzy

Kruszwica W lipcu ciężko mi się było zmobilizować do biegania na treningach. Odbyłem zaledwie kilka marnych biegów regeneracyjnych. Inna sprawa to starty w  zawodach. Tutaj nie było ze mną aż tak źle. Pobiegłem sobie  w  siedmiu oficjalnych biegach. Faktem jest że były to raczej króciutkie biegi – cztery 5-cio kilometrowe parkruny w Poznaniu, około 9-cio kilometrowy charytatywny bieg dla Nepalu w lasku Marcelińskim i dwie dyszki, w Kruszwicy i w Kórniku. Lipiec zakończyłem bilansem 199 oficjalnych biegów długodystansowych…

Najbliższy bieg na początku sierpnia będzie moim oficjalnym startem numer 200! Stanie się to 6 sierpnia podczas półmaratonu w Ciechocinku…

KruszwicaNajfajniejsze były biegi w Kruszwicy i w Kórniku. Dyszki z fajną trasą gdzie udało mi się bez większych problemów złamać barierę 50 minut. Pod względem sportowym jestem z tych biegów zadowolony. Póki co nie stać mnie na lepsze wyniki. Może kiedyś…

Jestem  za to w stu procentach usatysfakcjonowany pod względem krajoznawczo poznawczym. Zarówno Kruszwica jak i Kórnik to ciekawe miejsca. Odbyłem sobie w towarzystwie Arturo Dragona – mojego prywatnego operatora całkiem przyjemne wycieczki. Arturo zamienił się w genialnego fotoreportera, kręcił też swoją sprytną kamerką czadowe filmiki..

Kruszwica

W Kruszwicy największą atrakcją było zwiedzenie tak zwanej Mysiej Wieży. Widok z tarasu widokowego zapiera dech w piersiach. To taka trochę latarnia morska wśród jezior. Kruszwica jest taką poniekąd  pradawną stolicą Polski. Legendy o królu Popielu, Piaście Kołodzieju i myszach które zjadły króla znamy wszyscy. Jednak zamek z Mysią Wieżą został wybudowany ponad tysiąc pięćset lat później, bo pod koniec XIV wieku. Czy zamczysko powstało na fundamentach pradawnego grodu? Czy stąd wywodziła się słynna dynastia Piastów? W każdej legendzie jest odrobina prawdy…

Kórnik Kórnik również jest atrakcyjnym miejscem.  To czyste, schludne miasteczko. Zwiedziliśmy zamek oraz jego piękny ogród. Dla mnie rewelacyjną sprawą jest promenada nad jeziorem Kórnickim. To tamtędy właśnie biegła trasa biegu Zamoyskiego. Teren nad jeziorem został perfekcyjnie zagospodarowany. Po jeziorze pływa statek wycieczkowy. Nie popłynęliśmy bo Arturo Dragon ma chorobę morską…

Czadową sprawą jest dla mnie możliwość połączenia pasji biegania ze zwiedzaniem uroczych miejsc. Póki co skupiam się głównie na Wielkopolsce.Marzą mi się eskapady w inne rejony Polski choć leciałem też kilka razy na Kujawach (Kruszwica,Żnin,Dąbrowa,Inowrocław,Mogilno, niebawem Ciechocinek)oraz zaliczyłem Gorzów Wielkopolski i Szczecin…

Jestem najlepszy…

Kategorie:Bez kategorii, Relacje z biegów Tagi:

Biegownictwo czerwcowe Czarnej Strzały

Lipiec 1st, 2016 Brak komentarzy

cienias MaltańskiW czerwcu moja forma była raczej kontrowersyjna i choć dorzuciłem do statystyk siedem oficjalnych biegów, udany występ zaliczyłem tylko w Grodzisku Wielkopolskim. Tamtejszy półmaraton jest wprost perfekcyjnie zorganizowany. Biegło mi się znakomicie choć na początku brakowało mi trochę wiary w siebie. Przy odrobinie szczęścia mogłem złamać barierę 1:50 a nawet puknąć życiówkę.

W czerwcu przeleciałem też dwie dyszki, jedną w Poznaniu nad Maltą a drugą w Gorzowie Wielkopolskim nad…Wartą. Ponadto poleciałem sobie w Lusówku w Rozalińskiej 13-stce (dość nietypowy dystans) oraz puknąłem trzy parkruniki w Poznaniu na Cytadeli.

Skorpion w GW

Wszystkie biegi były naprawdę ciekawe. Nadwarciańska Dycha w Gorzowie miała trasę płaską jak naleśnik gdzie trzeba było przelecieć dwie 5-cio kilometrowe pętle. Atrakcją był stadion żużlowy przez który dwukrotnie przebiegaliśmy. Specjalnie na tę okazję przywdziałem czapeczkę PSŻ Poznań vel Skorpionów. Może dlatego fotoreporterzy na trasie niespecjalnie chcieli robić mi zdjęcia? Dziwnym trafem wszystkie flesze mnie omijały…

Po biegu miałem zgrzyt z mieszkanką Gorzowa. Kobieta  o srogiej fizyczności, bez przedniego uzębienia zajechała mi drogę jakimś pokracznym, porysowanym pojazdem mechanicznym. Miała do mnie pretensje o to że przez ten bieg nie może się dostać na drugi brzeg Warty. Jak mam się dostać na drugi brzeg Warty człowieku? Jak mam się tam dostać? Udzieliłem jej sympatycznej porady – jak to jak? Wpław! Pontony nie toną…Parkrunowiec

Natomiast w  Lusówku  musiałem się zmierzyć z trudnym 13-sto kilometrowym crossem dookoła jeziora Lusowskiego. Dzięki temu poznałem szuwary tego pięknego jeziora. Walory przyrodniczo-krajobrazowe trasy robiły wrażenie. Wiedziałem że będzie ciężko ale takie biegi właśnie najbardziej sobie cenię. Upalny czerwiec…to zawsze trudne warunki do biegania…

Nie samym biegownictwem jednak człowiek żyje. W czerwcu fascynowałem się przede wszystkim piłką nożną…z pasją oglądałem mecze EURO we Francji…moje wyniki sportowe były więc poniekąd słabiusieńkie…

Kategorie:Bez kategorii, Relacje z biegów Tagi:

Czarna Strzała w maju

Maj 31st, 2016 Brak komentarzy

KostrzynW maju również trochę sobie polatałem. Pobiegłem trzy parkruny w Poznaniu, ponadto  dwie dyszki, w Kostrzynie i w Wolsztynie oraz wziąłem udział w projekcie Wings For Life World Run. W sumie zaliczyłem sześć oficjalnych startów.

Największym przeżyciem był dla mnie start w Wings For Life World Run w Poznaniu 8 maja. To nietypowy bieg gdzie meta goni zawodników. Jak wziąłem do ręki kalkulatorek i sobie wszystko teoretycznie poobliczałem, wyszło mi na to że powinienem przebyć w tym biegu dystans około 20 km. Niestety teoria bardzo często ma niewiele wspólnego z praktyką więc samochód-meta którego kierowcą był Adam Małysz dogonił mnie dużo szybciej, bo już około 70 metrów po minięciu znacznika 16 kilometra.

Ze sportowego punktu widzenia była to dla mnie na pewno porażka. Z drugiej strony byłem dumny że mogłem wziąć udział w tak gigantycznym projekcie. W skali światowe (bieg odbył się w ponad 30 krajach) zająłem open zaszczytne 26 tysięcy 872 miejsce na ponad 86 tysięcy sklasyfikowanych biegaczy. W skali krajowej też nie było w sumie tragicznie. W Poznaniu pobiegło nas około czterech tysięcy a mnie sklasyfikowano jakoś  tak nieco poniżej 1300 miejsca open.

 Ogólnie biegło mi się tego dnia bardzo ciężko. Po minięciu 7-8 kilometra wiedziałem że nie dam rady zrealizować wytyczonego planu. Zaskoczył mnie też profil trasy i kiedy zaczęły się w tym upale konkretne podbiegi (zwłaszcza te w okolicach Bogucina) mój organizm sobie z tym nie poradził.  Mój bieg przemienił się w trucht. Za rok będzie lepiej…

Wings For Life World RunNa temat moich parkruników majowych mogę stwierdzić tylko tyle że były one nieco szybsze niż w poprzednich miesiącach. Nie na tyle jednak żeby realnie myśleć o pobijaniu osobistego rekordu życiowego (22:48). Mój najlepszy czas w maju to…zaledwie 23:58…

Bardzo podobały mi się moje upalne dyszki majowe. Czasów tam wybitnych nie powykręcałem ale za to bardzo wysoko oceniam te zawody pod względem organizacyjnym i w sumie fajnie mi się tam latało, zwłaszcza w Wolsztynie. W Kostrzynie byłem zaskoczony faktem że bardzo wielu biegaczy przechodziło do marszu już od 2-3 kilometra. To w sumie rzadko spotykane zjawisko na biegu o tak krótkim dystansie. „Spacerowicze” są raczej na maratonach, względnie na półmaratonach bo dystans wzbudza respekt i wymaga dużo większego przygotowania kondycyjnego. Na starcie w Kostrzynie widziałem mnóstwo czarnych koszulek z napisem „Runmageddon”. Ci dzielni wojownicy  dali sobie radę z ekstremalnym torem przeszkód  by męczyć się teraz w „zwykłym” biegu na dystansie 10 km. Widziałem ich opuszczone głowy kiedy po nawrotce wbiegałem na 7-8 kilometrze z powrotem do miasteczka. Wielu Runmagedowców  wyglądało na kompletnie zmiażdżonych, wielu z nich z trudem szło…

Zarówno Kostrzyn jak i Wolsztyn to bardzo ładne, czyste, zadbane miasteczka a co najważniejsze organizujące fantastyczne biegi uliczne. Oba warte polecenia. Zapewne tu jeszcze kiedyś wrócę…

Kategorie:Bez kategorii, Relacje z biegów Tagi:

Kwietniowe biegi Czarnej Strzały

Maj 2nd, 2016 Brak komentarzy

univerekW kwietniu faktycznie trochę sobie polatałem. Było tego dużo a może nawet za dużo. Zaliczyłem w sumie aż osiem startów. Trzy piątki, trzy dyszki i dwa półmaratony. Najważniejszy był 9 Poznań Półmaraton. Pobiegłem w nim poniżej oczekiwań. Ogólnie powinienem troszeczkę szybciej biegać w takich imprezach. Faktem jest że lało niemiłosiernie, że trudno było lecieć swoim tempem (5-5:15) bo setki, ba, tysiące zawodników wolno biegających ustawiło się w strefach czasowych nie dla nich przeznaczonych. Tej ludzkiej masy na trasie po prostu nie dało się wyprzedzić. Byłem zablokowany a poza tym miałem straszliwy katar…

Kolejny półmaraton poleciałem w ramach Olęderskiego Festiwalu Biegowego w wiosce Grudna niedaleko Nowego Tomyśla. Pojechałem tam porządnie zasmarkany więc liczyło się tylko ukończenie biegu. Cross był w sumie bardzo przyjemny a trasa na tyle fajna że mógłbym tutaj puknąć nawet maraton. To był mój trzeci Olęderski Festiwal (poprzednie leciałem w Jastrzębsku Starym i w Sątopach) dlatego podchodziłem do zawodów z pokorą bo łatwo nie było…parkrun #193

W moich trzech kwietniowych dyszkach poleciałem równo. W tym sensie że praktycznie wszędzie miałem równo średnio kiepski czas (Gostyń 51:16, Żnin 51:02, Poznań na Umultowie 51:09). Niesamowita regularność…

W Gostyniu jak wbiegałem na metę na kameralnym stadionie Kani byłem zgięty w efekcie ciężkiej głowy. Nie lubię tego zjawiska. To takie uczucie jak bym miał za ciężką głowę, jak by ją ktoś spiął żelazną klamrą. W Gostyniu bowiem pobiegłem bardzo szybko w pierwszej fazie biegu i nie byłem w stanie utrzymać tego tempa do końca. Spuchłem i łepek mi niestety poleciał. Na Umultowie w Uniwersyteckiej Zadyszce było przyjemniej, mimo w sumie trudniejszej, bo z lekka crossowej trasy. Nigdy nie biegałem w tej części miasta. Polataliśmy sobie sympatycznie dookoła jeziorka Umultowskiego, trochę po wertepach, trochę po polnych ścieżkach i o to właśnie chodziło.

Umultowo

W Żninie było dziwnie jak to na Pałukach. Jackowski powiedział że więcej tu nie przyjedzie a ja mam duże poczucie humoru i pewnie kiedyś tu jeszcze rozwalę system. Faktem jest że trasa była źle zmierzona a znaczniki kilometrów w moim odczuciu kompletnie nie oddawały rzeczywistości. Prawdą jest też że trasa nie posiadała atestu więc takie szopki są wówczas dopuszczalne.

Przed startem „czadu” dały jakieś dwa czy trzy leśne dziadki na balkonie na Żnińskim rynku. Opóźnili bieg „porywającymi” mowami na temat poety którego pomnik znajduje się w pobliżu a którego wizerunek znalazł się na rewersie tegorocznego medalu. Biegacze nie byli tym w ogóle zainteresowani. Wyzywali leśnych, balkonowych dziadków zgrzytając zębami a ci się tym w ogóle nie zrażali. Być może to był faktycznie jakiś mega wybitny poeta. W końcu na wysokości zadania stanął spiker zawodów  przerywając dziadkom „szoł” poprzez … strzał z pistoletu…a my wystartowaliśmy!

No i wreszcie kwietniowe trzy piątki to oczywiście parkruny na Poznańskiej Cytadeli. Takie to poniekąd  biegi bez historii…słabiusieńkie…

Kategorie:Bez kategorii, Relacje z biegów Tagi:

Czarna Strzała polatał w marcu

Marzec 29th, 2016 Brak komentarzy

parkrun

W marcu poleciałem w dwóch parkrunach,   poza tym pyknąłem kontrowersyjną dyszkę w okolicach stawku Olszak w wielką sobotę oraz co najważniejsze puknąłem piętnastkę na Kujawach w miejscowości Dąbrowa. Raptem zaliczyłem w miesiącu cztery biegi. To dużo i mało…

Parkruny potraktowałem sobie mega ulgowo. Biegałem w nich bardziej dla statystyki niż dla wyniku. Na życiówki w tej materii przyjdzie jeszcze czas…

Dla mnie najistotniejszym biegiem był start w Dąbrowie koło Mogilna. Pojechałem tam w konkretnym celu – poprawienia rekordu życiowego na dystansie 15 km. Cel minimum został osiągnięty jednak na mecie pozostał pewien niedosyt. Poprawiłem się o blisko dwie minuty uzyskując czas 1:16:06 (poprzedni rekord z 2013 roku to 1:17:57 na tej samej trasie). Na  życiówkę czekałem więc bagatelka…3 lata!  Faktem jest że tych 15-stek za dużo nie ma więc nie za bardzo gdzie było poprawiać wynik. Latałem raczej w trudnych crossowych 15-stkach gdzie uzyskanie fajnego rezultatu nie było możliwe.

Dąbrowa

W Dąbrowie (V Zimowy Bieg Dębowy) zamierzałem oprócz życiówki  złamać  barierę  czasu schodząc  poniżej 1:15:00. Do mniej więcej  10 kilometra wszystko szło dobrze. W końcowej fazie biegu cały misterny plan się zawalił. Po prostu nie poradziłem sobie z porywistym, lodowatym wiatrem. Tego dnia było na Kujawach niesamowicie zimno i wietrznie. Łeb urywało na ostatnich kilometrach…

No cóż, przynajmniej coś sobie zostawiłem na zaś…

Moje wyniki są tak słabe że zawsze jest i będzie co poprawiać. W tym roku planuje na tyle dużo startów że może jeszcze gdzieś coś sobie fajnego wybiegam. Terminarz do lata mam już poniekąd napięty i zobaczymy co z tego wyniknie.

Teraz słów kilka o trochę niefortunnym II Biegu Zajączka Wielkanocnego w Poznaniu. Ogólnie bardzo podobała mi się trasa tego biegu i bez kozery stwierdzam że to była moja do tej pory najtrudniejsza dyszka. Dlatego kompletnie nie rozumiem dlaczego organizatorzy nie zapewnili biegaczom wody na trasie a co najgorsze również na mecie…

kicajkiJa jestem straszliwym „pijakiem” dlatego bardzo cierpiałem i oczywiście przeklinałem w duchu organizatorów. Byłem zły już po minięciu pierwszej pętli bo wiedziałem że bez wody na tej ciężkiej trasie polegnę…

Ważne że nie umarłem…

Osiągnąłem jeden ze swoich najgorszych czasów na dystansie 10 km. Wstyd podać taki wynik choć inne statystyki nie są dla mnie aż tak przytłaczające. Bieg ukończyło bowiem 312 śmiałków a ja zająłem zaszczytne 182 miejsce…jestem najlepszy

Kategorie:Bez kategorii, Relacje z biegów Tagi:

Porozmawiajmy o …WODZIE

Marzec 3rd, 2016 Brak komentarzy

kryształy wodyProblem wody jest zagadnieniem które fascynuje mnie od wielu lat. Czytam wszystko co wpadnie mi w ręce na temat wody i jej wpływu na nasze życie. To najbardziej niesamowita substancja we wszechświecie…

…a ponieważ przeciętny człowiek składa się  głównie z wody (ponad 70%) warto się temu bliżej przyjrzeć. Masaru Emoto – szalony Japończyk, od wielu lat fotografuje zamarznięte kryształki wody. Dzięki wieloletnim badaniom doszedł do szokujących wniosków! Wiemy że woda ma pamięć. Wiemy że woda chłonie wszystkie informacje z zewnątrz, rejestruje je i zapisuje. Dzięki wodzie istnieje życie na tej planecie, przenoszone jest ono prawdopodobnie za pośrednictwem komet (które są w istocie  brudnymi kulami śniegowymi) lub innych obiektów kosmicznych (np. meteorytów). Na ziemię codziennie spadają tysiące mikrometeorytów zawierających tę zagadkową substancję…  wodę…w której mogą być zapisane informacje…niekiedy mające miliardy lat…

wodkaAle póki co, zejdźmy na ziemię. Zobaczmy jak woda reaguje na energię ludzkich myśli. Fotografie kryształków wody wykonane przez Masaru Emoto są tego najlepszym dowodem. Okazuje się że woda „rozumie” ludzkie słowa bez względu na to w jakim języku są wypowiadane. Piękne słowa, pełne miłości i wdzięczności tworzą najbardziej fantastyczne kryształy. I odwrotnie. Słowa brzydkie tworzą ohydne kryształy o niepełnych, nieregularnych kształtach. To wprost niesamowite. Jeśli człowiek zbudowany jest głównie z wody to zastanówmy się nad tym jak zły wpływ na nasze życie mają negatywne myśli. I odwrotnie. Jak dobroczynny wpływ na nasze zdrowie, witalność, stan psychofizyczny mają pozytywne myśli. Woda reaguje również na muzykę. Poddawana wpływowi muzyki tworzy kryształy piękne lub brzydkie. Na agresywną muzykę pełną wulgaryzmów reaguje wstrętnym kryształem…

Wygląda na to że wodę można zaprogramować. Nigdy tego nie robiłem ale widziałem jak piękne kryształy tworzą próbki wody święconej pobranej z pierwszej lepszej świątyni. Po prostu woda reaguje na określony rodzaj energii. Swego czasu „produkowałem” na własne potrzeby wodę strukturyzowaną. Nie był to idealny sposób otrzymywania dobrej wody do picia ale uznałem że taka woda będzie i tak lepsza od martwej wody z kranu. Woda w kranie jest w zasadzie martwa. Nie ma w niej życia a prawie na pewno znajdują się tam bardzo szkodliwe substancje (chlor, antybiotyki,bakterie itp). Czy człowiek pijąc takiej jakości wodę może być zdrowy?

czytelnik wodnyNa początku wymyśliłem sobie że będę pił tylko wodę strukturyzowaną a więc taką która jest lepiej przyswajalna przez człowieka. Wiadomo że woda występuje w trzech postaciach…może być w stanie ciekłym, stałym lub też jako para. Woda strukturyzowana występuje we wszystkich świeżo wyciśniętych sokach roślin  przypominając strukturę ludzkiej krwi.

Produkcja mojej domowej wody strukturyzowanej wymagała pewnego poświęcenia. Pierwszy etap polegał na zagotowaniu odfiltrowanej wody do temperatury wrzenia a następnie odczekaniu kilku godzin aż woda ostygnie. Drugi etap to zamrażanie tejże wody w zamrażalniku co najmniej przez kilka godzin. I wreszcie ostatni etap to wyciągnięcie lodu z zamrażalnika i odczekanie w temperaturze pokojowej (kolejnych kilku godzin) aż się roztopi…i mamy gotową wodę do picia. Prawda że to proste?

To taki trochę karkołomny sposób uzyskiwania zdrowej wody. Faktem jest jednak że przez kilka miesięcy doszedłem do całkiem dużej wprawy. Smak tej wody był nieco inny od kranówki. Mimo wszystko „moja woda” wydawała mi się smaczniejsza. Wiedziałem jednak że trzeba pójść dalej, że samo strukturyzowanie wody to za mało. Kupiłem więc sobie sokowirówkę wolnoobrotową a następnie jonizator wody…

Moja sokowirówka robi naprawdę czadowe soki i bardzo różni się od tradycyjnych sokowirówek. Po pierwsze wyciska więcej soku a po drugie i trzecie, nie hałasuje i jest bardzo łatwa w obsłudze.

to nie czajnikNajcenniejszym urządzeniem  jest jednak dla mnie na ten moment  jonizator wody. Wygląda niewinnie. Może trochę przypomina z wyglądu czajnik elektryczny. Odkąd piję alkaliczną wodę zjonizowaną odstawiłem napoje izotoniczne dla biegaczy. Przeraża mnie skład chemiczny izotoników. Produkcja takiej wody trwa kilka minut w zależności od tego jak „mocna” ma być. Jonizator atakuje bowiem wodę prądem elektrycznym i w procesie elektrolizy powstaje tak zwana woda alkaliczna…

Jonizator wytwarza trzy rodzaje wody. Oprócz alkalicznej w osobnej membranie powstaje równolegle woda kwaśna. Aparat jest przystosowany również do produkcji wody srebrnej (popularne srebro koloidalne). Wody kwaśnej nie należy pić ale znakomicie nadaje się ona do szeroko pojętej dezynfekcji.

Jakie są zalety wody alkalicznej? Powiem tak…jak zacząłem ją pić zaraz po zakupie jonizatora, miałem tyle energii że nie spałem…48 godzin! Byłem autentycznie przerażony. Co jest w tej wodzie do cholery? Amfetamina? Mój organizm doznał szoku! Wysokie stężenie ph, ładunek ujemny ORP, gęstość, mniejsza ilość cząsteczek molekularnych…ta woda jest po prostu bardziej mokra! Ona przedostaje się do naszych komórek wypłukując szkodliwe substancje. Wiem że to duży skrót…

…odkąd piję taką wodę jeszcze nie byłem chory a rano po 4-6 godzinach snu wstaje wypoczęty…i tyle w temacie. Już zawsze będę pił zasadową wodą. Niestety w tym urządzeniu podobno nie da się zjonizować piwa…

Czarnej Strzały biegi w lutym

Luty 28th, 2016 Brak komentarzy

chęchy WildeckieW lutym podobnie jak w styczniu trochę sobie polatałem. Zaliczyłem trzy parkruny w Poznaniu i jeden w Lesznie. Poleciałem w szalonym Zimowym Forest Run w Wielkopolskim Parku Narodowym. I wreszcie puknąłem bardzo fajną dyszkę na Poznańskiej Wildzie.

W najbliższym czasie chciałbym poprawić życiówkę na dystansie 5 km. Mój najlepszy czas w tym roku to 23:24 w parkrun Leszno dwa tygodnie temu. Moja życiówka  wynosi  22:48  i została nabiegana  dawno temu bo 27 września 2014 roku. Tak więc jestem już  półtora roku bez życiówki ! Oj tak nie może być. Myślę że trasa parkrun w Lesznie świetnie nadaje się do poprawiania osobistych rekordów, jest szybka, w miarę płaska i ogólnie całkiem przyjemna. Można tam prawdopodobnie wykręcić całkiem sprytny czas. Byłem, zobaczyłem, przetestowałem…

Zimowy Forest RunNajbardziej niesamowitym biegiem był dla mnie Zimowy Forest Run. Trasa wiodła   pięknymi szlakami Wielkopolskiego Parku  Narodowego. To był szalony bieg na dystansie około 22- 23 km  z ogromną ilością trudnych do sforsowania podbiegów. Piękny cross! A jakie zarąbiste widoki! Lecieliśmy koło punktu widokowego po drugiej stronie jeziora Góreckiego gdzie można się było delektować czadową panoramą. Fotoreporterzy poustawiali się w najbardziej dziwnych miejscach i pykali fotki zmiażdżonym ale dzielnym truchtaczom. Flesze błyskały tam gdzie było najbardziej stromo, gdzie czuło się ołów w nogach i oddychało rękawami. Metę usytuowali nam  na szczycie stromego podbiegu który prawdopodobnie był częścią słynnej Osowej Góry niedaleko jeszcze słynniejszej studni Napoleona. Oj było co dreptać na sam koniec…

Ostatecznie bieg ukończyło 455 biegaczy a ja zająłem zaszczytne 229 miejsce…jestem najlepszy….

Wilda I wreszcie kolejnym bardzo fajnym biegiem w lutym  była VI Wildecka Dziesiątka.  Jesteśmy świadkami sytuacji gdzie mało znany osiedlowy bieg przekształca się w dużą, medialną imprezę. Ogródki działkowe przy Drodze Dębińskiej w tym roku pękały w szwach więc ciekaw jestem jak to będzie dalej ewoluowało. Czy zaistnieje konieczność przeniesienia biegu do centrum Wildy? Przy obecnej formule latamy częściowo po działkach gdzie znajduje się start i meta, oraz po parku imienia Jana Pawła II. Jak tu leciałem w 2014 roku to tak raczej średnio mi się tutaj podobało. Edycję tegoroczną oceniam zdecydowanie bardziej pozytywnie.

Faktem jest że  tym razem po prostu dobrze mi się na tej Wildzie biegało. Złamałem barierę 50 minut i z czasem brutto 47:55 zająłem zaszczytne 140 miejsce…bieg ukończyło 375 zawodników…jestem najlepszy…

KORONA POLSKICH PÓŁMARATONÓW 2015

Luty 9th, 2016 Brak komentarzy

medalZdobycie w roku 2015 Korony Polskich Półmaratonów jest dla mnie bardzo prestiżowym osiągnięciem. Dzięki bardzo specyficznemu regulaminowi udało się to zrobić praktycznie bez dalekich podróży. Wszystkie moje biegi wchodzące w skład Korony odbyły się właściwie na terenie Wielkopolski. Aby zdobyć Koronę trzeba było ukończyć minimum pięć półmaratonów z proponowanych dwunastu, z czego połowa miała miejsce  w Wielkopolsce.

Wykonałem więc ten plan minimum i puknąłem sobie tych pięć sprytnych półmaratonów. Poleciałem w Poznaniu, Grodzisku Wielkopolskim, Pile, Gnieźnie i na koniec w Szamotułach. W roku 2015 to wystarczało do zdobycia KPP.

Zgodnie z moimi przypuszczeniami w roku 2016 regulamin Korony Polskich Półmaratonów odrobinę  się  zmienił. Zadanie jest na tyle trudniejsze że chcąc pokusić się o zdobycie Korony trzeba przynajmniej raz opuścić rejon Wielkopolski. Do Białegostoku, Warszawy czy Krakowa się raczej nie wybiorę ale nie jest wykluczone że zdecyduję się na start w jednym z trzech biegów na Dolnym Śląsku. Najbardziej prawdopodobny wybór to Wrocław lub …Wałbrzych. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Fajnie by było zdobyć KPP również w roku 2016.

Styczniowe Biegi Czarnej Strzały

Luty 2nd, 2016 Brak komentarzy

leśny skrzat MarcelińskiW styczniu poleciałem w aż czterech poznańskich parkrunach i zaliczyłem dwie sympatyczne dyszki, w Krzywiniu i w lasku Marcelińskim. Oczywiście formy u mnie permanentnie brak co niespecjalnie mnie martwi, wszak latam sobie tylko dla przyjemności… i  w ogóle się nie spinam.

Szczególnie zapamiętam dwa pierwsze parkruny 2016. Ten Noworoczny  2 stycznia i lodowiskowo – łyżwiarski  16 stycznia. W Nowy Rok przyszła zima i temperatura nam spadła poniżej kilkunastu stopni. Na pierwszy parkrun ubrałem się tak jak by to była wiosna. Becia przed startem krzyknęła do mnie – Jacek a ty za kogo się przebrałeś? Dobre pytanie…przebrałem się za Czarną Strzałę w lecie…

Myślałem że mi uszy odpadną bo byłem jedynym biegaczem bez zimowej czapy, rękawiczek i ciepłego odzienia. Jak staliśmy zgarbieni pod choinkami, w bezruchu, wahając się czy nie wrócić do czerwonej żaby to jeszcze nie było tak źle. Dramatycznie zaczęło się w momencie startu biegu…lodowaty wiatr smagał po twarzy …czułem się tak jakby mi ktoś papierem ściernym przejechał po policzkach.

Drugi mój parkrun był odrobinę cieplejszy, termometry wskazywały już tylko minus dziewięć…tyle że biegać się tego dnia nie dało. Trasa była dosłownie skuta lodem. Mieliśmy autentyczne lodowisko i praktycznie cały pięciokilometrowy odcinek można by było przejechać na łyżwach. Mimo że bardzo się starałem nie upaść wyrżnąłem się  straszliwie w okolicach rosarium. Bolało jak cholera bo kopnąłem się piętą w kostkę…poobijałem sobie plecy, barki i oczywiście „siedzenie”…

parkrun styczniowyWycieczka do Krzywinia też była bardzo sympatyczna. Puknęliśmy tam sprytną dyszkę składającą się z trzech pętli, z jednym tylko, około półkilometrowym odcinkiem lodu…raj dla łyżwiarzy amatorów. W Krzywiniu chciałem jedynie dotrzeć na metę w jednym kawałku i to mi się  świetnie udało…Ogólnie nie mogę powiedzieć złego słowa o gospodarzach. Krzywinianie mieli swoje sportowe święto a ja…przeleciałem sobie całe miasteczko.

W lasku Marcelińskim puknąłem drugą dyszkę ostatniego dnia stycznia w ramach II Marcelińskiego Biegu Zimowego. Poleciałem nieco szybciej niż w Krzywiniu gdzie podobno trasa miała jakieś 200 metrów więcej…i to by prawdopodobnie  tłumaczyło mój śmieszny progres formy. W lasu Marcelińskim tradycyjnie wszystkie biegi są fajne. Biegacze którzy tutaj startują  już zapewne pokochali  ten słynny podbieg na górę saneczkową. Czymże  byłby bieg na Marcelinie bez tej górki? No właśnie…to już tradycja, nie może być za łatwo.

Kategorie:Bez kategorii, Relacje z biegów Tagi:

CZARNEJ STRZAŁY PLANY BIEGOWE 2016

Styczeń 15th, 2016 Brak komentarzy

Marceliński lasekKażdego roku przybywa nam biegów więc jest w czym wybierać. Z drugiej strony na niektóre biegi nie sposób się zapisać ze względu na gigantyczne zainteresowanie i ograniczoną liczbę miejsc. Niekiedy barierą jest zaporowa opłata startowa bo organizatorzy myślą kategoriami biznesowymi i często za ładnie brzmiący bubel każą sobie słono płacić. Zawsze można wymyślić fajną nazwę biegu nawiązującą do wydarzeń historycznych…a potem kompletnie pogubić się podczas organizacji zawodów.

Ogólnie nie jestem  roszczeniowy więc cieszę się  każdym nowym pomysłem na biegowej mapie Polski. Fascynuje mnie możliwość pojechania na bieg w miejsce w którym nigdy jeszcze nie byłem. Polatać sobie po nieznanych lasach, uliczkach małych miasteczek, klimatycznych wioskach to duża frajda. W 2016 szykują się kolejne ciekawe wyjazdy. Na początek, jeszcze w styczniu dyszka w miejscowości Krzywiń…nigdy tam nie byłem…

Trzęsacz 2015W drugiej połowie sierpnia chciałbym polecieć w jakimś fajnym biegu gdzieś nad morzem, najlepiej półmaraton ale niekoniecznie. Ogólnie nie mam konkretnie sprecyzowanych planów biegowych na rok 2016 więc nie zamierzam narzucać sobie jakiegoś szaleńczego reżymu treningowego. Polecę maraton w Poznaniu, kilka półmaratonów w Wielkopolsce i kilkanaście innych biegów w mniej lub bardziej dziwnych miejscach, dyszek, piętnastek itp. W czerwcu wybieram się do Gorzowa Wielkopolskiego a w drugiej połowie roku być może też zapuszczę się gdzieś poza Wielkopolskę. W marcu będę leciał na Kujawach piętnastkę w Dąbrowie. W 2016 zamierzam polecieć więcej niż w latach poprzednich parkrun-ów, i to nie tylko w Poznaniu…bo chciałbym puknąć kilka życiówek na 5 km. A jak się nie uda to świat się nie zawali.

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress
Run in HD